Historia

Historia nabycia Syreny - opowieść Krzysztofa

Zawsze chciałem mieć takie stare auto - z zawodu jestem elektrykiem - mechanikiem. Dlaczego właśnie Syrena? W początkowych planach była Warszawa, ale kryterium wyboru było proste - brak pieniędzy! A zatem auto miało być tanie w utrzymaniu (OC, zużycie paliwa, łatwy dostęp do części). Kupiłem zatem Syrenę 105. (27 stycznia 2001 r.)

Samochód był używany przez nauczyciela (emerytowanego) fizyki, który był jego pierwszym właścicielem. Ja jestem drugim. Syrena posiada wszystkie dokumenty - przeglądy, książkę serwisową, fakturę zakupu i odbioru z salonu. Syrena była bardzo zadbana, nawet pomalowana dla poprawy wyglądu zewnętrznego, niestety - pędzlem! Właściciel - Pan Szczepan - miał masę części zamiennych (za komuny to był rarytas). Oczywiście dołożył mi je do auta. Samochód był w 100% sprawny; światła, stan techniczny, OC - wszystko tak, jak powinno być. Wszak Syrena w dniu zakupu miała dojechać aż za Serock (na działkę), czyli około 40 km za Warszawę. Tej nocy (bo było około 21:00) w rzeczywistości przejechałem nią około 100 km, bo był remontowany most i musiałem skorzystać z objazdu.

Po kupieniu samochód stał przez pół roku na działce w namiocie wojskowym. W lato - o ile tylko było to możliwe - jeździłem i demontowałem co mogłem, żeby było mniej przed planowanym przygotowaniem jej do lakieru. W międzyczasie samodzielnie wykonałem remont kapitalny silnika. (ciekawostka - w momencie kupna Syrena miała przejechane 59781 km). Dopiero 18 sierpnia 2003 r. znalazłem lakiernika, który za przystępną cenę zgodził się wykonać lakier na aucie.

Zdjęcia silnika Syreny z czasu jego remontu






Historia mojej Syreny

Historia mojej Stopiątki nie jest może ani tak niezwykła, ani skomplikowana, by rozpisywać się tutaj na wielu arkuszach. Ot - po prostu pewnego dnia kupiłem sobie tę białą skarbonkę, nawet w całkiem niezłym stanie, a potem zacząłem pakować w nią całe oszczędności - jak to zwykle do skarbonki. Tylko że z porcelanowej świnki nie mielibyśmy wszyscy tyle frajdy, co z tego cudeńka.

Syrena była na chodzie, ale dla mnie to nie było dosyć. Marzyłem o doprowadzeniu jej do stanu świetności - stąd decyzja o wykonaniu gruntownej restauracji tego pięknego pojazdu. Celem głównym było dla mnie dążenie do zachowania maksimum oryginalności Syreny; w tym zakresie wyjątkiem są tylko zalotne brwi od volkswagena, które zdecydowałem się założyć na światła, by Syrena mogła "mrugać" nonszalancko na mijające ją "motoryzacyjne dzieciaki".

A cel drugi - dokumentacja. Postanowiłem wykonać jak najwięcej zdjęć z czasu restauracji pojazdu. Część z nich zamieszczam właśnie tutaj.

Nowy lakier na Syrenie

Dopiero 18 sierpnia  2003 r. znalazłem lakiernika, który za przystępną cenę zgodził się wykonać lakier na aucie. Dzięki całej rodzinie, a w szczególności mojemu tacie - udało mi się doprowadzić do ukończenia lakierowania. Przez prawie 3 tygodnie działaliśmy według schematu: pobudka 6:00 i wyjazd do lakiernika (40 km za Warszawę), powrót do domu około 23:00. Wszystko, co było związane z przygotowaniem Syreny do lakieru, robiliśmy sami. Bardzo dużo naprawdę ciężkiej i żmudnej pracy, ale warto było! Zachęcam do prześledzenia kolejnych etapów remontu!

U lakiernika złożyłem auto tylko na tyle, by dojechać do działki. Nie założyłem zatem tapicerki, siedzeń (z wyjątkiem siedzenia kierowcy oczywiście), dywanów itd. Było już po północy, gdy z powrotem zaparkowałem ją pod wojskowym namiotem na działce.

Teraz kiedy tylko mogę, jeżdżę do niej i składam dalej, troszcząc się o każdy szczegół i zachowanie wszystkich jej tradycyjnych elementów w niezmienionej postaci. Moja Syrena, jak sobie obiecałem, ma mieć tylko oryginalne części. Obecnie pozostało mi do złożenia jedynie wnętrze - tapicerka (jak nowa, wykonana we własnym zakresie), przykręcenie boczków drzwi i założenie podsufitki.

Etap 1 - Syrena na działce

Oto zdjęcia z listopada 2002 roku, kiedy to Syrena stała na działce w wojskowym namiocie. Powoli, kiedy tylko miałem trochę czasu, "rozbierałem" ją, przygotowując do blacharki i lakieru.





etap 2 - Syrena u lakiernika


Zawziąłem się. 22 sierpnia 2003 roku zapakowałem Syrenę na lawetę i przewiozłem z pomocą Taty do lakiernika. Pod jego okiem i na jego placu przygotowywaliśmy auto na wielkie zmiany.





etap 3 - Syrena w garażu

Po paru dniach porządnej roboty przy przygotowywaniu Syreny lakiernik uznał, że pora na kolejny etap pracy. Syrena "awansowała" - została przeniesiona do garażu.





etap 4 - Syrena z rdzy oczyszczona

Tak Wyglądała Syrena po oczyszczeniu rdzawych punktów, położeniu podkładu i szpachli w miejscach załamań.





etap 5 - docieranie szpachli

Kilka fotek Syreny po docieraniu szpachli. Widok jeszcze mało elegancki, ale...
poczekajcie do następnego etapu! Ostatni raz widzicie ją "łaciatą".





etap 6 - cała biała

Zgodnie z obietnicą - Syrena po położeniu szpachli natryskowej. Już prawie wygląda tak wspaniale, jak w moich snach. Choć to tylko część drogi do doskonałości.





etap 7 - Syrena po lakierze





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję!
Komentarz ukaże się na stronie po zatwierdzeniu przez administratora strony.